[{"fileName":"car-white.png","zIndex":"auto"},{"fileName":"t6_other_6.png","zIndex":"9"},{"fileName":"t6_other_12.png","zIndex":"11"},{"fileName":"t6_other_1.png","zIndex":"8"},{"fileName":"t6_body_5.png","zIndex":"3"},{"fileName":"car_body_black.png","zIndex":"1"},{"fileName":"car_mask_black.png","zIndex":"1"},{"fileName":"t6_mask_4.png","zIndex":"3"},{"fileName":"t6_other_7.png","zIndex":"6"},{"fileName":"t6_other_2.png","zIndex":"4"}]

Agnieszka

No cóż – pół żartem, pół serio, pierwsza funkcja mojego wymarzonego samochodu to funkcja istnienia :). Jednakże zapewne nie o to pytacie, wysilę zatem nieco bardziej swoją zakurzoną wyobraźnię. Po pierwsze, mój wymarzony samochód powinien mieć funkcję automatycznego i samoczynnego czyszczenia się. Wiecie, coś takiego, jak nowoczesny piekarnik – klikasz, coś tam się dzieje, otwierasz i jest błysk. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Cóż, nie mam samochodu, ale mam dzieci. I jeśli moje śliczne, kochane szatany wcielone będą robiły w aucie to, co robią w domu, to funkcja taka byłaby używana najczęściej ze wszystkich. Swoją drogą – Boże, cóż za komfort. Wychodzisz z auta, klikasz: „czyść” i idziesz do domu. Raj. Druga funkcja – informowanie o tym, co dzieje się „nie tak” z autem. Np. gdy coś zaczyna stukać, to nie zastanawiam się, co się dzieje, tylko od razy wyświetla mi się to na monitorze. To głębokie pragnienie bierze się z mojego lęku przed mechanikami samochodowymi i ich pytaniami. Kiedyś, gdy mieliśmy auto, mój Mąż wysłał mnie na… hm, taki samochodowy zabieg SPA, po którym koła miały jechać prosto. Za Chiny nie przypomnę sobie nazwy. Oczywiście jako, że z samochodami mam kontakt taki, ze aż żaden, czułam głęboką niechęć do tej przygody. Nie chciałam jednak robić z siebie blondynki pt. ”Dzień dobry, ja tu tylko dowożę samochód, proszę, tutaj jest numer męża” – mam swoją godność, nie? Mąż wytłumaczył mi zatem wszystko, wkułam na blachę, co mam powiedzieć i czego oczekuję. Wjeżdżam, udaję pewną siebie, zaczynam mówić, a ten mechanik do mnie: „No, ale przód czy tył?”. K…., wszystko spieprzył. Musiałam zadzwonić do Męża i od razu dałam sobie spokój z udawaniem. Mechanicy są straszni. Po trzecie – funkcja natychmiastowego ogrzewania wnętrza. Jestem zmarźlakiem i nienawidzę zimy. Wyjazd na narty to dla mnie piekło, z kolei na słońcu mogę prażyć się jak kukurydza :-). Tak się złożyło, że mieszkam w kraju, w którym wszystkiego jest pół na pół i przez 6 miesięcy marznę. Jak pomagałam mi mój samochód, gdy go miałam? Nijak. Zanim zdążył się nagrzać, byłam już w pracy – oczywiście wciąż trzęsąc się jak galareta. W samochodzie moich marzeń jest cieplutko natychmiast, gdy zadeklaruję temperaturę. No i czwarta funkcja – kiedy dopiero miałabym w planach wyjście z domu, klikałabym specjalny przycisk na pilocie. Po pięciu minutach czekałaby już na mnie pyszna kawa z pianką ;-) – bo przecież samochód musi rozpieszczać :)