[{"fileName":"car-white.png","zIndex":"auto"},{"fileName":"t6_mask_3.png","zIndex":"3"},{"fileName":"car_body_flag1.png","zIndex":"1"},{"fileName":"t6_body_5.png","zIndex":"3"},{"fileName":"car_mask_red3.png","zIndex":"1"},{"fileName":"t6_other_2.png","zIndex":"4"},{"fileName":"t6_other_1.png","zIndex":"8"},{"fileName":"t6_other_7.png","zIndex":"6"},{"fileName":"t6_other_4.png","zIndex":"7"},{"fileName":"t6_other_6.png","zIndex":"9"},{"fileName":"t6_other_12.png","zIndex":"11"}]

Edyta

Godzina 23. Wsuwam się pod kołdrę, kładę głowę na poduszce i zamiast cudownej miękkości poduszki, czuję coś twardego. Wyciągam rękę i z uśmiechem patrzę na małe autko – dowód na to, że pewien czterolatek zrobił sobie bazę z moich kołder. Dziś już śpi, oddam zgubę jutro – myślę i… nagle znajduję się w zupełnie innym miejscu. Światła reflektorów. Tłumy ludzi, wszyscy w garniturach. Ktoś puszcza „We are the champions”, rozlega się burza oklasków i trzaskanie migawek aparatów fotograficznych. Gdzie ja jestem? Co się dzieje? W całym tym niepokojącym hałasie podchodzi do mnie starszy mężczyzna. Uśmiecha się szeroko, próbuję skupić się na jego słowach: -….i jeszcze raz wielkie gratulacje, pani Edyto! Ten piękny samochód jest od dzisiaj pani! Wręcz mi kluczyki i kieruje wzrok na piękny, biały samochód stojący niedaleko. Jestem zbyt wstrząśnięta, aby cokolwiek powiedzieć. Uśmiecham się jednak i biorę kluczyki. Nagle wszyscy znikają, pomieszczenie ogarnia dziwna cisza – jedynie serpentyny i balony przypominają mi o tym, co się stało. Nie wierzę – czy ja naprawdę coś wygrałam? Ja? Postanawiam odjechać, zanim ktokolwiek powie, że to pomyłka. Wkładam kluczyk do stacyjki, w samochodzie nagle robi się przyjemnie ciepło, roznosi się świeży zapach białych kwiatów. Nieźle – myślę – to tak prezentują się samochody z salonu! W tym momencie podskakuję nerwowo, ponieważ w aucie rozlega się kobiecy głos. Jest miły i kojący, ale jednak dość niespodziewany. „Dzień dobry, czy masz ochotę na kawę?” Zaczynam się śmiać. Pewnie, że mam. Kurcze, mam automat do kawy w samochodzie, już zawsze będę miała ochotę na kawę! Po krótkim dialogu z miłą panią wybieram cappuccino. Znowu podskakuję, gdy tuż obok mnie niespodziewanie wynurza się kubek na wygodnym stojaku. Niezłe! Rozkoszuję się cichą pracą silnika i szeroką jezdnią. W końcu zbieram się na odwagę i pytam: „Hej tam… ty… kobieto z samochodu, halo?”. – „Słucham?” (wow, ona reaguje na wołanie!). – „Ten samochód jest… no… niezwykły. Czy ma jeszcze jakieś super funkcje?”. – „Oczywiście. W każdej chwili możesz zrelaksować się, używając funkcji masażu. Mamy specjalny system, który zaopiekuje się twoją szyją, karkiem i ramionami.”. Niezłe (zaczyna docierać do mnie, że „nieźle” to jedyne słowo, jakim określam ten cud – to chyba szok!). – „No ok, ale co, jeśli samochód się zepsuje? Czy znajdę mechanika, który będzie potrafił naprawić tak nowoczesny model auta?”. W odpowiadającym mi głosie chyba czuję rozbawienie: - „Bez obaw. Ten samochód się nie psuje. Jest tak skonstruowany, aby usterka była niemożliwa. Gdyby jakimś cudem tak się stało, natychmiast otrzymujesz nowy model”. Opanowuję chęć stwierdzenia: „Nieźle” i mówię: „Wow” (hm… chyba jednak nie jest szczególny postęp ;) ). Jadę dalej, w pewnym momencie mam ochotę zaparkować i obejrzeć dokładnie auto z zewnątrz, zrobić zdjęcie, wysłać mężowi. Rany, będzie zachwycony! Niestety, jedyne wolne miejsce jest ciasne i cóż… chyba wjazd będzie zbyt skomplikowany. Próbuję, rezygnuję i zawracam, gdy rozlega się głos: „Czy miałaś ochotę tam wjechać? Mogę zrobić to za ciebie!”. No to już przesada. Parkujący samochód? Odklejam ręce od fantastycznej kierownicy i mówię głośno i z radością: „Działaj!”. Minutę później auto jest perfekcyjnie zaparkowane. Głos przyjaciółki, umiejętności mojego męża – wow! Wychodzę z samochodu. Chcę mu się przyjrzeć, ale ktoś mnie woła. - Mamooooo! No mamoooo, obudź się! Powoli otwieram oczy i patrzę w zaniepokojoną twarz mojego synka. - No w końcu! Widziałaś może moje Majorette? Potakuję głową, mamrocząc: „tak…i swoje też…”, próbuję dojść do siebie. W końcu wygrzebuję samochodzik spod poduszki i podaję synkowi. Piszczy rozradowany, a ja przyciągam go do siebie i mówię: „Wiesz co? Teraz rozumiem, dlaczego tak lubisz te autka. Są naprawdę… niesamowite!”